Menu własne 2

 

"Krzyż Jezusa Chrystusa jest sercem naszego posłannictwa. Wzorem Pawła apostoła głosimy „Jezusa Chrystusa, i  to ukrzyżowanego” (1 Kor 2, 2). Jeśli nosimy „w ciele naszym konanie Jezusa” to w nadziei, „aby życie Jezusa objawiło się w  naszym ciele” (2 Kor 4, 10). Oczyma ukrzyżowanego Pana patrzymy na świat krwią Jego odkupiony, żywiąc pragnienie, żeby ludzie, w których nadal trwa Jego męka, poznali także moc Jego zmartwychwstania (por. Flp 3, 10)" (Konstytucja 4).

 

Krzyż, otrzymany w dniu ślubów wieczystych, jest charakterystycznym elementem stroju zakonnego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej i odróżnia ten strój od stroju duchowieństwa diecezjalnego. Konstytucja 63 mówi o nim tak: "Krzyż oblacki, otrzymany w dniu wieczystej profesji, będzie nam stałym przypomnieniem miłości Zbawiciela, który pragnie przyciągnąć do siebie wszystkich ludzi i wysyła nas jako swoich współpracowników", a Konstytucja 64 stwierdza: "Strój oblatów jest taki sam jak kleru tej diecezji, na terenie której się znajdują. Jeżeli noszą sutannę, ich wyróżniającym znakiem będzie jedynie oblacki krzyż".

Jak ważnym był znakiem dla św. Eugeniusza, można znaleźć w jego licznych listach za każdym razem, kiedy oblaci ze względu na sprzeciw biskupów miejsc, gdzie pracowali nie noszą tego znaku, gdzie sugeruje nawet, że tam gdzie biskup zakazuje noszenie tego znaku oblatom, mają przynajmniej nosić na wierzchu sznurek, na którym ten krzyż jest umieszczony, aby o tym szczególnym znaku przypominał.

To szczególne przywiązanie do krzyża związane jest z bardzo ważnym dla Eugeniusza momentem w Jego życiu, jakiego doświadczył w czasie liturgii adoracji krzyża w Wielki Piątek. Historycy w zgromadzeniu spierają się o konkretną datę tego wydarzenia, ale nikt nie ma wątpliwości, że ono miało miejsce, gdyż sam św. Eugeniusz do niego się odwołuje, chcąc samemu oraz przez swoich oblatów patrzeć na świat ukrzyżowanego Chrystusa.

Sam św. Eugeniusz, tak opisuję tę łaskę w swoim życiu, gdy w 1814 roku wspomina: "Na moje nieszczęście zbyt długo szukałem szczęścia poza Bogiem. Ileż razy w minionym życiu moje rozdarte i udręczone serce rwało się ku Bogu, od którego się odwróciło! Czyż mogę zapomnieć te gorzkie łzy, które popłynęły z mych oczu na widok krzyża w Wielki Piątek. Ach! Wypływały one z serca i nic nie mogło powstrzymać ich potoku. Były zbyt obfite, abym mógł je ukryć przed tymi, którzy tak jak ja uczestniczyli w tej wzruszającej ceremonii. Byłem w stanie grzechu śmiertelnego i to właśnie było powodem mego bólu. Wówczas i przy jeszcze jakiejś innej okazji mogłem dostrzec różnicę.